Forum Związki zawodowe bsh Strona Główna Związki zawodowe bsh

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

JEST O WAS GŁOŚNO!!!! ( i o to chodzi)

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Związki zawodowe bsh Strona Główna -> HydePark
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Organizator Związkowy
Gość






PostWysłany: Czw 10:06, 15 Lut 2007    Temat postu: JEST O WAS GŁOŚNO!!!! ( i o to chodzi)

Wirtualne Zwiazki w Boschu 09.02.2007 "Tygodnik Solidarność"

W łódzkiej fabryce Boscha Solidarność od kilku miesięcy działa w podziemiu. Z sympatykami działacze tymczasowej komisji zakładowej porozumiewają się przez internet. To tymczasowo, dla bezpieczeństwa - twierdzą.

Nie chcą na razie się ujawniać, bo mają złe doświadczenia.
- Gdy tylko ktoś przebąkiwał o związkach zawodowych, tak dziwnie się składało, że niedługo potem już nie pracował w firmie - mówi Henryk Chalny (nazwisko zmienione), działacz Solidarności w Boschu. Kiedyś zniknął z firmy nawet gość, który chciał założyć kasę zapomogowo-pożyczkową.
- Nigdy powodem zwolnienia nie była działalność związkowa. Dyrekcja zawsze ściśle przestrzega prawa - ironizuje Chalny.
Dlatego jesienią ubiegłego roku założyli stronę internetową [link widoczny dla zalogowanych] "Jesteśmy wykorzystywani w coraz większym stopniu - napisali, zachęcając do pomocy w założeniu związków. - Za wytworzone urządzenia, zostaje wyznaczona pula pieniędzy do podziału. W rezultacie, czym mniej dostaną robole, tym więcej zostanie dla decydentów. Jedyną organizacją, mogącą działać w imieniu robotników, są związki zawodowe". Internet na razie musiał wystarczyć. Ale i to nie mogło spodobać się szefom firmy.

Zrobił się ścisk
Zakłady Boscha (pełna nazwa BSH - Sprzęt Gospodarstwa Domowego, od niemieckiego Bosch und Siemens Hausgeraete), to jeden z największych pracodawców nie tylko w Łodzi, ale także w całej środkowej Polsce. Niemniej to tylko mała część koncernu, działającego w kilkudziesięciu krajach w Europie, Azji i obu Amerykach, jednego z trzech największych wytwórców sprzętu AGD na świecie. Łódzki Bosch zatrudnia niemal 1500 osób i produkuje pralki, zmywarki do naczyń i suszarki do ubrań, a spora część produkcji trafia za granicę.
Dlaczego szefowie firmy zdecydowali się na Polskę i na Łódź? Nigdy tego nie ukrywali: tu jest taniej.
- Rozwój w Europie Środkowej pozwoli nam sprostać wymaganiom rynku lokalnego i czerpać korzyści płynące z niższych kosztów wytwarzania - mówił Kurt Gutberlet, prezes koncernu, otwierając w 2005 roku w Łodzi kolejną fabrykę.
Powstawaniu fabryk Boscha towarzyszyła kampania lokalnych mediów, a ściągnięciem i rozwojem firmy szczycili się kolejni prezydenci miasta, w tym Jerzy Kropiwnicki, dawny lider regionalnej Solidarności. I nic dziwnego, że szczycili się, bo to pracodawcy tacy jak Bosch tworzyli w upadłym zagłębiu przemysłu lekkiego miejsca pracy. Miasto stawało się teraz zagłębiem produkcji sprzętu AGD.
Tylko czasem ten obraz psuły wydarzenia takie jak w Indesicie, też dumie lokalnych władz, gdzie wskutek zaniedbań zginął młody pracownik. I trzeba było jego śmierci, żeby mogły zacząć działać tam związki zawodowe, a stosunki między szefami i pracownikami stały się bardziej ludzkie.
W Boschu o związku kilka osób zaczęło myśleć niezależnie od siebie. Tak musiało być, bo - jak stwierdzili - problemy w firmie zamiast zmniejszać się, narastają.
- Na początku wszystko było OK. Przestronne hale, w miarę nowe maszyny, niezły system wynagradzania. Ale to już przeszłość - mówi pracownik Boscha. Przestronne hale z czasem wypełniły się kolejnymi urządzeniami, maszynami i coraz większą liczbą materiałów potrzebnych do produkcji.
Część hal wydzierżawiono kooperantom (np. w części jednej z nich działa firma produkująca panele sterownicze do pralek). Zrobił się ścisk.
- Strach odejść od stanowiska, żeby nie zostać przejechanym przez wózek z częściami. Wózki jeżdżą bardzo szybko, gdyby jeździły zgodnie z przepisami, części nie zostałyby dostarczone na czas - mówi Henryk Chalny.
Kilka osób w Boschu zgadało się, że początkowo związki muszą być bezpieczne, wirtualne. Trzeba skrzyknąć większą liczbę ludzi i wtedy zacząć działać oficjalnie. Bo pracownikom terminowym zawsze można nie przedłużyć umów, a tym z umowami na czas nieokreślony zlikwidować stanowisko pracy. Pracodawca sporo może.

Mieli już sporo
Do Tadeusza Feliksińskiego, wiceprzewodniczącego łódzkiego zarządu Regionu Solidarności, kierującego działem rozwoju związku, przyszli we dwóch. Po radę i pomoc, ale zrobili już sporo, przede wszystkim mieli gotową stronę internetową, czyli możliwość kontaktowania się ze swoimi sympatykami.
Stworzyli m.in. forum, na którym pracownicy firmy mogą napisać o tym, co myślą o związkach zawodowych i stosunkach panujących w ich firmie.
- Dyskusja ożywia się i zamiera, pojawiły się głosy obraźliwe dla szefów - te musieliśmy wycinać, ale i wyraźnie inspirowane przez ludzi, co najmniej sympatyzujących z dyrekcją. Trochę inaczej sobie to wyobrażaliśmy - przyznaje Henryk Chalny.
To, że nie chcieli występować z otwartą przyłbicą, dla Feliksińskiego nie było ani niczym nowym, ani zaskakującym. Wielu pracodawcom wydaje się, że są właścicielami nie tylko firmy, ale i pracowników. Wielu z nich wszelkimi sposobami broni się przed powstaniem związków. W Zarządzie Regionu Solidarności przygotowano specjalne ulotki dla pracowników Boscha, a wiceprzewodniczacy pojechał do Niemiec na spotkanie związkowców w tamtejszych zakładach BSH.
- W zakładach w Niemczech, Hiszpanii i Turcji, związki są bardzo silne i szefowie firmy muszą się z nimi liczyć. Gdy opowiedziałem o naszych problemach, zadeklarowali pomoc. Tym bardziej że pracuje tam sporo Polaków - mówi Feliksiński.
Jedna z możliwości to zorganizowanie pikiet pod siedzibą firmy: z Niemiec do Polski nie jest tak daleko. Za pomoc polska strona podziękowała. Kiedyś będzie można wrócić do tego pomysłu. Na razie przed firmą w Łodzi rozdano ulotki zachęcające do przyłączenia się do związków, z numerem telefonu do związkowego organizatora. "Podobnie jak związki zawodowe działające w Hiszpanii i Turcji, tak Solidarność nie chce pozostawić pracowników samych ze swymi problemami, przyłączając się do nas zyskujesz siłę do walki o swoje prawa" - napisali.
- Dla bezpieczeństwa my nie rozdawaliśmy ulotek - mówi Sławomir Zgoda (nazwisko zmienione) działacz związku w Boschu. - Ludzie brali je i chowali, żadnej z nich nie widziałem w zakładzie. Bali się, nikt nie chciał, żeby je zauważono.

Nie dajcie się zdezorientować
Pojawienie się strony internetowej i informacji o Solidarności zostało w Boschu zauważone. Co roku w firmie odbywają się spotkania przy pizzy grup pracowników z dyrektorem Hansem Hoeferem. I przynajmniej jedno z tych, które zorganizowano w końcu ubiegłego roku, poświęcone było sprawie związków zawodowych. Wyraźne pogroził im palcem.
- Robił to inteligentnie, nie wspomniał ani słowem o Solidarności, lecz o jakichś dziwnych ludziach, którzy jątrzą w firmie - mówi działacz z Boscha. - Oskarżył o wzywanie do podejmowania działań sprzecznych z prawem, choć nie wiem, w jaki sposób, i szkodzenie firmie, z czego korzyść może odnieść wyłącznie konkurencja. Sugerował, że być może to pracownicy z niemieckiej centrali firmy, chcą nam zabrać produkcję i dlatego nas podburzają.
Dyrektor powtórzył to w e-mailu rozsyłanym pracownikom. "Sposób postępowania owych ludzi skłania do przypuszczeń, iż celem jest wywołanie konfliktu między pracownikami a zarządem - stwierdził dyrektor. - Zwracamy się do wszystkich pracowników z apelem: nie dajcie się zdezorientować! Wspierajcie nas w naszych dążeniach do obrony naszej firmy przed osobami, które chcą jej szkodzić".
Za słowami poszły czyny. Ktoś ostrzegł na www, że w dyrekcji mają dobrych informatyków i próbują ich namierzyć. Dlatego stronę redagują nie w swoich domach, lecz u znajomych i w kawiarenkach internetowych.
- Gdyby mnie namierzyli, długo pewnie bym nie popracował. Mógłbym dostać wypowiedzenie np. z powodu redukcji etatów - przypuszcza Sławomir Zgoda.

Ludzie wypożyczani
Ścisk w halach i mniej niż kiedyś czytelny regulamin wynagradzania (zmieniony bez konsultacji z pracownikami) to tylko część problemów. - W halach nie ma odpowiedniej wentylacji. Zapylenie jest spore, po ośmiu godzinach pracy człowiek wychodzi podduszony - mówi Henryk Chalny. Dyrekcja oszczędza na wszystkim, także na modernizacji urządzeń. Mechanicy nieraz bali się ponoć napisać o prawdziwych przyczynach awarii - czyli częściach zajechanych przez intensywną eksploatację. Podawali błędy w obsłudze.
O podwyżkach płac nikt nawet nie przebąkuje.
- Produkujemy dwa razy więcej niż kiedyś, natomiast pensje nie tylko nie rosną, lecz maleją. Jest inflacja, a szefowie wciąż śrubują normy. Nie rozumiem, dlaczego nie zasługujemy na 10-procentową podwyżkę? - zastanawia się Zgoda.
Gdy w ubiegłym roku kontrole w firmie przeprowadziła PIP, wykryto sporo nieprawidłowości. Naruszanie przepisów dotyczących czasu pracy, urlopów i zaniżanie wynagrodzeń, ale przede wszystkim patologie związane z zatrudnianiem w Boschu przez agencję pracy tymczasowej Ranstad. Ludzie z agencji, nazywanej "wypożyczalnią" to około jedna trzecia pracowników.
- Skarżyli się, że są dyskryminowani, otrzymują najniższe wynagrodzenia dotyczące zajmowanych stanowisk, zatrudniani są na tygodniowe kontrakty i inaczej ubrani - co ma odróżniać od innych - mówi Jerzy Iwaszkiewicz, rzecznik łódzkiej inspekcji.
Próbowaliśmy porozmawiać z przedstawicielami łódzkiego Boscha. Nie udało się, odsyłano nas od Sasa do Lasa, asystentka dyrektora, nie chciała podać nawet numeru telefaksu do dyrekcji firmy. W końcu, po wielu monitach, odesłano nas do centrali firmy w Monachium.
Pierwsze pozytywne efekty działania wirtualnych związków jednak już są.
W firmie wypłacono trzynastą pensję, co nie było takie pewne, i wypłacono premię jakościową, o której istnieniu powoli już zapominano. - To rozładowało pewnie na jakiś czas nastroje w firmie - ocenia Krzysztof Feliksiński. Wcześniej sądzili, że jeszcze tej zimy związek w Boschu zacznie działać oficjalnie. Na razie jest to niemożliwe, zgłosiło się zbyt mało chętnych.
- Utknęliśmy w martwym punkcie. Ludzi skutecznie udaje się zniechęcać do związków zawodowych - mówi Chalny. Ale związki w "Boschu" z pewnością zaczną działać, choć na razie mocniejszy jest strach przed utratą pracy - ocenia. A wie to także po sobie.

www.tygodniksolidarnosc.com
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Związki zawodowe bsh Strona Główna -> HydePark Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin